Wróciłem z wakacji kilka tygodni temu i powoli wracam do 'rzeczywistości'. Oznacza to, że najpierw buntowałem się i chciałem pozostać w stanie błogostanu i sielanki jak najdłużej. Teraz nazwałbym to stanem lenistwa.
W końcu doszedłem do wniosku, że trochę przesadzam i żeby cokolwiek w życiu osiągnąć trzeba się wziąć za siebie. Tak powoli zacząłem z powrotem wprowadzać nawyki, których przez dłuższą nieobecność w domu zdążyłem się oduczyć. Swoją drogą ciekawe, że nawyki tak krótko trzymają. Może są jeszcze słabe. Ważne że chęci (lub wyrzuty sumienia) pozostały i one mnie motywują żeby przywrócić się do 'normalności'.
Z drugiej strony chciałbym na co dzień móc wprowadzać się w taki stan jak w poniedziałek po urlopie. Zauważyłem że już po paru dniach od powrotu napięcie (także fizyczne wramionach) wróciło, że cera i włosy zaczęły reagować alergicznie na wodę i to samo oczy i do tego nowość - gardło też. Od powrotu spędziłem kilka weekendów poza Warszawą i wtedy czułem się dobrze.
Chyba czas wynieść się za miasto...
niedziela, 10 sierpnia 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz