środa, 23 kwietnia 2008

Depozyty emocji

Czy zastanawiałeś się kiedyś nad tym jak Twoje codzienne działania mają wpływ na relacje w bliskimi?

Chodzi mi o gesty małe i duże. Słowa, czyny, uśmiechy. Są wśród nich gesty w odbiorze negatywne i pozytywne. Jeśli chcesz budować swoje relacje, gestów pozytywnych musi być więcej.

Jest na ten temat ciekawa analogia z bankowości. Wpłaty i wypłaty z depozytu emocjonalnego. Wieloma drobnymi gestami na co dzień możemy sukcesywnie zwiększać stan naszego konta. Jeśli od czasu do czasu zdarzy się nam wypłata(zrobimy coś przykrego ) to musimy uważać żeby nie Overdraft-ować konta, czyli wyczerpywać środków.
Na początku znajomości nasz stan konta u danej osoby może być niski ale większość osób daje nam jakiś kredyt na start. U niektórych osób mamy całkiem spory kredyt , dostępny praktycznie cały czas np. u mamy .

Warto się zastanowić jaki jest nasz bilans i jeśli czasem wchodzimy u kogoś ‘w debet’ to czy nie za często i czy czasem nie pracujemy nad utratą zdolności kredytowej.

Najważniejsze są jednak wpłaty, gdyż to one procentują tak w życiu jak i w banku.
Także czyńmy wpłaty do banków emocji wokół nas. Najczęściej nie trzeba robić nic wielkiego ani skomplikowanego. Ważniejsze są drobne miłe gesty, częściej, niż coś dużego do ‘wielkiego dzwonu’.

wtorek, 22 kwietnia 2008

Mniej czasu to więcej czasu...

Czy kiedyś zastanawiałeś się nad tym ile czasu mógłbyś zyskać gdybyś go miał mniej?

Tak, mniej, a nie więcej. Podobno jednym z silniejszych motywatorów do większej wydajności w pracy jest konieczność wcześniejszego z niej wyjścia.

A co jeśli zastosować tę technikę jako metoda na zwiększenie wydajności w pracy?

Wyobraź sobie, że musisz wyjść wcześniej - a masz kilka rzeczy do zrobienia - od razu się za nie zabierasz, gdyż nie masz 'otwartej furtki' - w postaci 'skończę jak zrobię wszystko'.

Jeśli zdarzyło Ci się czekać ze zrobieniem czegoś do ostatniej chwili, a potem robić to w bardzo intensywnie, bez przerw aż do wykonania (np. raport do pracy, czy na studia), to wiesz o czym mówię.

Ten rodzaj silnej motywacji można zastosować w pozytywny sposób.

Dlaczego człowiek tak działa? Jeśli masz określony cel łatwiej się pracuje zmierzając w jego stronę. Tym celem może być wcześniejsze wyjście z pracy, ale nie tylko - każdą czynność można ograniczyć czasowo np.wizyta u znajomych, porządki, etc.

Jeśli mamy taki cel to nasz umysł intuicyjnie szuka lepszych (czytaj szybszych) rozwiązań, skupia się na najbardziej istotnych rzeczach do zrobienia.

Spróbuj, zobaczysz czy może Tobie też pomoże...

poniedziałek, 14 kwietnia 2008

Cotygodniowe planowanie

Już od ponad roku staram się co niedziela planować nadchodzący tydzień, rewidować cele i kreślić plany na najbliższy czas. Od kiedy zaczęła się moja przygoda z rozwojem osobistym, przechodziłem różne etapy związane z planowaniem.

Zacząłem od systemu Anthoniego Robbinsa, który nazywa się RPM (Rapid Planning Method) - mimo że ćwiczyłem go pół roku, okazał się zbyt żmudny, przynajmniej na tym etapie na jakim jestem obecnie (w sensie zajętości, ilości projektów i zadań w życiu). Nadal jednak korzystam z elementów tego systemu. Ostatnio ćwiczę inny system Getting Things Done (GTD) Stevena Allena. Ten system koncentruje się na ogarnianiu codzienności, raczej niż na długoterminowym planowaniu.

Obecnie staram się połączyć zalety obu metod. Niedawno stwierdziłem, że czasami trzeba zacząć od ogółu (misja, plany długoterminowe), żeby ponownie złapać 'fokus' - wiedzieć nad czym się skupić z rzeczy codziennych - szczególnie kiedy jest ich dużo, a wszystkich nie ma sensu wykonywać, bo nie o to w życiu chodzi.

Do planowania co tydzień dołączyłem także przegląd miesięczny - ten staram się robić też wspólnie z żoną - poruszamy oprócz planowania też że to, co się dzieje między nami. Pomysł zaczerpnięty z koncepcji Dialogu Rodzinnego (Ruch światło Życie).
Na koniec roku między Świętami Bożego Narodzenia a Nowym Rokiem robię sobie przegląd roku.

Największym wyzwaniem teraz jest dla mnie ustalenie dobrej pory na cotygodniowe planowanie.
w niedzielę wieczorem niestety jestem zbyt zmęczony i często nie wychodzi to tak jak bym chciał. Teraz staram się albo rozbijać planowanie na 2 sesje albo robić to powiedzmy w niedzielę przed południem. Ważne jest żeby mieć czas na przemyślenia ogólno-życiowe, długoterminowe - wówczas przydaje się samotność. W ostatni weekend bardzo sprawdził mi się spacer po cichej części parku. Jak już się zastanowiłem nad priorytetami, nad celami, łatwiej mi było w domu przejść przez listę rzeczy 'do zrobienia'.

Będę tu opisywał dalsze sukcesy i mniejsze sukcesy (zwane czasem porażkami ;-) w planowaniu oraz jakie z tego płyną korzyści...

Czas na piknik

...jak mawiał ktoś z ulicy Sezamkowej. Moim 'piknikiem' będzie comiesięczne 30 dniowe wyzwanie. W zasadzie zestaw wyzwań w 'koszyku piknikowym'.

Od dłuzszego czasu staram się zmieniać różne swoje zachowania - pisałem wcześniej o koncepcji Life trackingu. Parę dni temu trafiłem na pomysł, żeby wyzwania te śledzić przez określoną ilość czasu - tak żeby mieć cel - żeby weszły w nawyk.

Publiczne zobowiązanie podobno pomaga znacznie - jak to ktoś napisał - nawet jeśli jedyną osobą czytającą Twojego bloga jest Twoja Mama ;-).

Zatem umieszczam dziś publicznie moje zobowiązania na najbliższe 30 dni, podzielone na 5 kategorii (uprościłęm parę dni temu moje cotygodniowe planowanie do pięciu kategorii):


Za 30 dni chcę móc powiedzieć ze:

1. dusza


raz w tygodniu czytam Biblię.

modlę się 2 razy - rano i wieczorem (dziękczynienie i prośby).

codziennie okazuje miłość żonie drobnymi gestami .


2. umysł

pisze posty na moim blogu 4 x tyg.

pracuję nad celami 5 x tygodniu

3. ciało

piję zioła 4 x tyg

jem sałatkę 6 x tyg

4. najblizsze otoczenie (dom, rodzina, przyjaciele)



dzwonię do rodziców 1 w tygodniu

sprzątam po śniadaniu

5. świat (praca, społeczność, dobro ogólne)

w pracy - ćwiczę działanie w blokach czasu .

systematycznie pracuje nad 2 projektami dla parafii - świat wolny od narzekania oraz projekcje multimedialne



To tyle, będę tu co tydzien zaglądać i pisać o postępach (kolejne postanowienie :-)

czwartek, 10 kwietnia 2008

Krąg oddziaływania

Jakiś czas temu trafiłem na koncepcję 'kręgu oddziaływania' (ang. circle of influence). Koncepcja ta mówi o tym, że każdego otacza granica jego możliwości. Jeśli coś nowego się pojawi wewnątrz tego kręgu, z łatwością to przyswajamy (np. realizujemy jakieś zadanie, które jest w granicach naszych możliwości. Jeśli coś pojawia się daleko poza granicami, zazwyczaj nie jesteśmy nic w stanie zrobić. Natomiast pojawienie się czegoś tuż za granicą daje nam szansę sięgnięcia po to, co w efekcie powoduje, że nasz krąg rośnie (poniżej na czerwono).

Jeszcze dwie inne koncepcje mi się z tym skojarzyły. Pierwsza (zainspirowana ksiazeczką Sitha Godina pt. The Dip) dotyczy wzrostu przez 'cierpienie' - kiedy zaznajemy bólu w wyniku jakichś działań (np. na siłowni, bądź cierpimy psychicznie z powodu trudnego zadania matematycznego :-) i wytrzymamy do końca - wówczas nasze mięśnie (mózgu) mają szansę urosnąć. Druga zaczerpnięta z ksiązki The Magic of Thinking Big, Dawida Schwartza, dotyczy realizacji pomysłów trudnych - podobno znacznie łatwiej jest kupić dom za milion dolarów niż taki za 10tys. Moim zdaniem wynika to właśnie z kręgu wpływu - jeśli kupiliśmy już ten dom za milion oznacza to że wcześniej powiększyliśmy swój krąg na tyle żeby móc nasze zamierzenie zrealizować. Ale bez idei domu droższego wogóle byśmy nie zaczęli.


Warto więc się zastanawiać nad sytuacjami w życiu, kiedy czegoś nie robimy, lub rezygnujemy przed końcem, czy właśnie nie pozbawiliśmy się szansy rozwoju...

środa, 9 kwietnia 2008

Life tracking - czyli metoda na wprowadzanie nowych nawyków

Jakiś czas temu wpadłem na ślad działalności Benjamina Franklina. O nim samym w skrócie tyle, że dzielimy (o ile mogę użyć czasu teraźniejszego) wspólne zainteresowanie. Otóż Ben postanowił kiedyś ulepszyć siebie. Podszedł do tego metodycznie - spisał kilkanaście cech (cnót - virtues) które chciałby posiąść. Następnie na karteczce śledził codzienne postępy w ich wprowadzaniu.

Zainspirowany tym pomysłem sam zacząłem notować postępy we wprowadzaniu zmian w swoim życiu.

Potem odkryłem, że ten system wg niektórych nazywa się 'consistency' check. Czyli sprawdzanie spójności. Mi bardziej chodzi o utrwalanie zmian.


Jeszcze w liceum zastanawiałem się czy zmiany można wprowadzać na stałe i jak to robić. Wówczas parę rzeczy mi się nie udało i stwierdziłem, że widocznie już tak musi być. Na szczęście od tego czasu powstał Internet i wiedza stała się powszechnie dostępna.

Jednym ze sposobów pomocnych w utrwalaniu zmian, jest codzienne sprawdzanie i notowanie swoich postępów.

Załączam moją aktulną wersję 'listy przy lustrze'. Zawiera plan poranka i wieczoru (które już przestałem śledzić, po prostu traktuję to jako listę codziennej rutyny, którą trzeba zrobic i juz - inspiracja z zenhabits.net) oraz śledzenie aktualnych najważniejszych nawyków, które chcę wprowadzić.





























Nawet zrobiłem wersję z przesuwanym paskeim który się przewija w wycięciu między dwoma pionowymi liniami obok 'wyzwania' (gdyż mało mam miejsca między szafką a lustrem :-). Ponizej:









W kwadracikach zaznaczam jeśli zrobiłem danego dnia moje 'wyzwanie'.




Mam tez wersję w googlespreadsheet gdzie śledzę inne 'nawyki', choć wydaje mi się czasami ze to juz przekomplikowanie. Ostatnio zaczynam rózne rzeczy w zyciu upraszczac...

Zaczynam...

Dzień Dobry,


W końcu czara myśli się przelała i postanowiłem zacząć pisać publicznie.

tyle się w życiu dzieje ciekawego, tyle ważnych rzeczy i kocioł w głowie, że czas przelać to na papier (elektroniczny) aby zaznać trochę spokoju :-)

Blog będzie o codziennych zmaganiach z samym sobą, zmianie nawyków, nowych przyzwyczajeń, ulepszania siebie i relacji z innymi.

Zapraszam,
Seezam