wtorek, 16 grudnia 2008

Kierunek

Zastanawiałem się ostatnio czym ten blog ma się różnić od innych, podobnych jakich jest wiele.

Czy może będzie miejscem jak radzić sobie w grupie 'średniej'?

Może to jest jakiś pomysł.

Wyraźnie rozróżnienie na rynku jest istotne, jeśli chce się zdobyć klientów. Tak samo jest z czytelnikami.

Pociesza mnie myśl, że nie można wszystkiego w życiu zaplanować. Często trzeba zacząć coś wogóle robić, żeby odkryć pewne możliwości. Dopóki tylko rozważamy teoretycznie, niewiele się posuwamy do przodu. Wówczas uprawiamy filozofię, a nie życie. To jak z drogą, jeśli idziesz w jakimś kierunku, masz cel ale nie wiesz jak dojść, zacznij iść w stronę, która wydaje Ci się słuszna. Za następnym horyzontem zobaczysz gdzie iść dalej...

na 4

Najgorzej być średnim. Kiedyś mi Mama powiedziała, że nie talent się liczy tylko motywacja. Teraz to bardziej rozumiem. Talent się liczy, jeśli go się szlifuje, ale bez motywacji/pasji niczego się nie wskóra.

Często ludzie mają motywację w wyniku dużego braku lub krzywdy w życiu. Są też tacy, którzy od dziecka są silnie motywowani pozytywnie.

Najgorzej być pośrodku. Anthony Robbins powiedział, że bycie 'neither hot or cold, but cool' to najgorszy stan. Też to rozumiem. Tak właśnie mam, czuję to często. Czy to w pomysłach na karierę czy własny biznes, czy to w życiu prywatnym.

Niektórzy ludzie spędzają czas naprawiając (krzywdy innych, pomagając potrzebującym), niektórzy budując (tworząc nowe rzeczy, realizując idee). Są też tacy co nie robią tego ani tamtego. Są pośrodku.

Pozostawiam otwarte pytanie co z tym zrobić i jak z tego skorzystać, żeby to obrócić w coś pozytywnego, to bycie po środku.

niedziela, 10 sierpnia 2008

Po wakacjach....

Wróciłem z wakacji kilka tygodni temu i powoli wracam do 'rzeczywistości'. Oznacza to, że najpierw buntowałem się i chciałem pozostać w stanie błogostanu i sielanki jak najdłużej. Teraz nazwałbym to stanem lenistwa.

W końcu doszedłem do wniosku, że trochę przesadzam i żeby cokolwiek w życiu osiągnąć trzeba się wziąć za siebie. Tak powoli zacząłem z powrotem wprowadzać nawyki, których przez dłuższą nieobecność w domu zdążyłem się oduczyć. Swoją drogą ciekawe, że nawyki tak krótko trzymają. Może są jeszcze słabe. Ważne że chęci (lub wyrzuty sumienia) pozostały i one mnie motywują żeby przywrócić się do 'normalności'.

Z drugiej strony chciałbym na co dzień móc wprowadzać się w taki stan jak w poniedziałek po urlopie. Zauważyłem że już po paru dniach od powrotu napięcie (także fizyczne wramionach) wróciło, że cera i włosy zaczęły reagować alergicznie na wodę i to samo oczy i do tego nowość - gardło też. Od powrotu spędziłem kilka weekendów poza Warszawą i wtedy czułem się dobrze.

Chyba czas wynieść się za miasto...

piątek, 13 czerwca 2008

nowy blog o podróżach

zapraszam na mój nowy blog stopodrozy.blogspot.com.

będę tu pisał o swoich podróżach starych i nowych, dalekich i dalszych.

zapraszam

Po wysłuchaniu Piotra Majewskiego nagrania z pociągu

Luźne przemyślenia inspirowane stroną obrzydliwiebogaty.pl

Wiele osób mówi o tym samym. O automatyzacji, o dostarczaniu elektronicznego kontentu, o dawaniu kontentu za darmo.

Wspomniał też o ciekawej rzeczy ludzie wydaja pieniądze na materiały, książki i nawet szkolenia i dalej nic nie robią. Dopiero jak wydadzą pieniądze na doradztwo to coś zaczynają robić.

Może właśnie przyszedł czas na coaching?

Majewski proponuje rozpoczać od szkoleń. Podkreśla, że budowanie serwisu popularnego jest bardziej czaso lub kapitałochłonne niż skierowanie go do wąskiego grona osób, którym można ofertować szkolenia, materiały, etc.

Zauważyłem, że sporo różnych 'guru' w swojej dziedzinie opiera swój przekaz na zasadzie: oferuję wiedzę, jak dojść do tego do czego ja doszedłem, ale drogą na skróty. Mówią o tym, że gdyby mieli tę wiedzę na początku teraz byliby bogaci. Nie zgodzę się z tym, bardziej jestem za opinią, że najlepsze lekcje są te, których się uczysz na sobie. Nie mieliby tej wiedzy, gdyby nie błędy które popełnili. Zastanawia mnie w związku z tym wartość tych przekazów. Z jednej strony mają w sobie element ostrzegawczy, można skorzystać z rad i wskazówek, z drugiej strony mogą być też inspiracją do działania. Wielu też mówi, że gdyby wiedziało przez co musi przejść, nigdy by nie zaczęło. Myślę, że można dziękować Bogu, że nie wiemy co nasz czeka, inaczej świat byłby nudny...

piątek, 6 czerwca 2008

Go discover your strengths

Słucham właśnie kolejną książkę z serii 'strengths', Marcusa Buckinghama. Poprzednia (Now, Discover your strenghts) pozostawiła mnie w stanie niedosytu. Odkryłem swoje dominujące motywy, ale nie dowiedziałem się co dalej zrobić, żeby je przekuć na silne cechy. Książka ‘Go..’ właśnie w tym ma pomóc . Jak i poprzednio, dostajemy kod do narzędzi online i materiałów pomocniczych; jest tego więcej niż do ‘Now,…’.

Książka uświadomiła mi kilka podziałów silnych cech: są takie, które są zgodne z tym co robimy, są takie z którymi nic nie robimy oraz (dla mnie nowość) takie, które robimy ale ich nie lubimy. Autor podał przykład chłopaka, którego talent pływacki odkryto we wczesnej młodości. Chłopak go następnie przez kilkanaście lat rozwijał, zdobywał medale, ale cały czas tego nie lubił, dostawał silne migreny przed treningami, aż do dnia kiedy postanowił rzucić tę ścieżkę i zajął się tym co go pasjonowało ‘bezboleśnie’ , czyli muzyką. Został producentem muzycznym, hobbistycznie grającym na różnych instrumentach. Migreny ustąpiły…

Marcus mówi o tym, że najlepszym obserwatorem naszych silnych cech jesteśmy my sami. Mówi o tym, że wtedy działamy wg naszej silnej cechy, kiedy tracimy poczucie czasu, wydaje nam się że czynność wykonujemy bez wysiłku, kiedy zapominamy o ‘Bożym Świecie’. Jest to opis, który dość dobrze pasuje do koncepcji stanów przepływu (ang. flow), o których czytałem w książce ‘Good Business’, Michalya Csikszentmichalya.

Właśnie dziś mam zamiar wykonać ćwiczenie, które polega na obserwacji własnych zachowań w ciągu tygodnia. O wnioskach napiszę w następnych poście.

środa, 4 czerwca 2008

Krzywa uczenia się

Krzywa nauki czyli 4 fazy uczenia się.


Bardzo lubię koncepcję 4 faz uczenie się, o której dowiedziałem się kilku źródeł niezależnie. Najprostszą analogia jest jazda samochodem.

Na początku nie wiemy, że to takie trudne. Ten etap nazywa się nieświadomą niekompetencją (obszar oznaczony '1' na rysunku). Później odkrywamy stopień komplikacji i to jest etap świadomej niekompetencji (2). Wiemy już jak dużo nie wiemy. Krzywa idzie w dół. Często w tym momencie przychodzi frustracja z powodu braku umiejętności, niepowodzeń, itd.


To jest cenny moment, gdy go przetrwany odbijemy się od dna i krzywa zacznie rosnąć. Wiele osób rezygnuje w tym miejscu. Ten moment nazywa się też dołkiem (the dip) w książce Godina. Przejście na 'drugi brzeg' wymaga wysiłku, ale jeśli wytrwamy, wkrótce zaczniemy odczuwać pozytywne skutki. Zacznie nam 'wychodzić' dana czynność czy przedsięwzięcie. Nie weszło nam jeszcze w krew, musimy wciąż pamiętać o wciskaniu sprzęgła przed zmianą biegów, ale przynajmniej już pamiętamy, żeby nie siać strachu na skrzyżowaniu wykonując gwałtowny skręt w lewo bez kierunkowskazu. Jest to etap świadomej kompetencji (3).



Kolejny przełom następuje kiedy czynności wykonujemy odruchowo, bez zastanowienia. Trwające jakiś czas warunkowanie, poskutkowało utrwaleniem wzorca zachowania. Możemy rozmawia prowadzić rozmowę i prowadzić samochód jednocześnie. To jest nieświadoma kompetencja (4). Czynności, które wykonujemy nieświadomie jest całe mnóstwo, większości nie jesteśmy świadomi. Chodzić też się kiedyś nauczyliśmy, a nie zastanawiamy się na tym jak postawić następny krok.

Najważniejsza rzecz jaką sobie uświadomiłem dzięki tej koncepcji to jest to, że jeśli ucząc się czegoś nowego przeżywam kryzys, jest to dobry znak, trzeba zacisnąć zęby i iść dalej, gdzie czeka nagroda.

piątek, 16 maja 2008

Warsztaty z Zarządzania Czasem na SGH

W czwartek 15.05.2008 przeprowadziłem na SGH w ramach konferencji timesaver.pl warsztat pt. Jak zyskać czas i go utrzymać - systemy, narzędzia, praktyka"

Cieszę się z licznego przybycia studentów warszawskich uczelni, na spotkanie zapisało się ok 70 osób, z czego ankiety otrzymałem od 40tu, więc spodziewam się, że miałem nieco więcej gości.

Zebrałem też żo pozytywnych ocen, recenzje oraz porady i wnioski na przyszłość, na następne tego typu warsztaty.

Dziękuję wszystkim tym, którzy odpisali na mojego maila, a tych, którzy tego jeszcze nie zrobili zachęcam :-)

Organizatorom i uczestnikom serdecznie dziękuję.

Odkryj swoje silne cechy

Jestem właśnie w trakcie 'trawienia' nowej książki w mojej kolekcji pt. Now, Discover your strenghts autorstwa Marcusa Buckinghama i Donalda O. Cliftona.

Książka przedstawia teorię, którą już kiedyś słyszałem, ale w którą nie dowierzałem - skup się na swoich silnych cechach, gdyż tylko wtedy jesteś w stanie osiągnąć wybitność w tym co robisz.

Ważne jest by zrozumieć co to znaczy 'to co robisz'. Ale o tym za chwilę. Najpierw co to są silne cechy - są to pewne zdolności, elementy naszego charakteru czy predyspozycje, które przejawiamy.
Przykładowo - samoorganizacja, empatia, zdolność analitycznego myślenia itd. Autorzy prowadzili badanie na szerokim gronie ludzi przez kilkadziesiąt lat i zgromadzili informacje na temat tego jakie cechy przejawiają ludzie, którzy są wybitni w swojej dziedzinie. Autorzy na podstawie badań przygotowali test osobowości, który ma na celu wyłonienie 5 najsilniejszych Twoich cech (po ang. themes, czyli bardziej motywy). Zadawali te same pytania różnym ludziom i na podstawie udzielanych odpowiedzi oraz rozmowy określali jak ludzie, którzy mają daną silną cechę najczęściej odpowiadają na dane pytanie. Test, który jest wynikiem tego badania wygląda tak, że dostajesz kilkadziesiąt pytań, na które musisz wybrać odpowiedź spośród dwóch możliwych oceniając, która jest Ci bliższa. Przykładowo

Które ze stwierdzeń jest Ci bliższe:

Bardzo lubię spać lub bardzo lubię biegać.

Jest sześć możliwych odpowiedzi na pytanie:

Bardzo bliska lewa odpowiedź, bliska lewa odpowiedź, neutralna, bliska prawa, bardzo bliska prawa.

Nie zawsze odpowiedzi są w takim kontraście, raczej są tak dobrane, żeby bardziej angażować podświadomość, dlatego są często zestawione tak, że z pozoru nic nie mają ze sobą wspólnego.

Wracając do sedna i tego co ostatnio o tym myślę. Parę lat temu pod wpływem treningów NLP nabrałem przekonania, że wszystko jest w życiu możliwe i człowiek jest w stanie osiągnąć wszystko co zechce. Potem zmodyfikowałem ten pogląd do postaci: owszem jest możliwe, ale może nam nie starczyć życia lub zasobów, żeby dany cel osiągnąć. Do tego przekonania doszedł nowy element - talent, który tłumaczy to, dlaczego niektóre rzeczy będzie nam łatwiej / szybciej / oszczędniej osiągnąć. Wydaje się to być w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem i pasuje do mojego porzedniego przekonania. Nadszedł więc czas, żeby odkryć swoje talenty.

Po wykonaniu testu otrzymałem wynik w postaci 5 dominujących u mnie cech:

Zbieranie - czyli kolekcjonerstwo nowości, myśli, przedmiotów. "Jeśli dużo czytasz, to nie po to, by skonfrontować swoje teorie z cudzymi poglądami, ale po to, by dodać nowe informacje do własnych archiwów". Zgadza się :-)

Bliskość - "Niekoniecznie stronisz od nowych znajomości - możesz mięć inne silne cechy, które powodują, ze cieszysz sie sytuacja, w której obcy staja się twoimi znajomymi - ale ogromna przyjemność i sile czerpiesz z przebywania w pobliżu twoich serdecznych przyjaciół" Jakże trafne :-)

Odpowiedzialność -bez komentarza :-P

Uczenie się - "Niezależnie od przedmiotu swoich zainteresowań, zawsze będzie pociągał cie proces uczenia się. To właśnie sam proces, bardziej niż treść czy rezultat, najbardziej cie ekscytuje. Wytrwale i rozważne zmierzanie droga prowadząca od ignorancji do kompetencji dodaje ci energii. Dreszcz emocji towarzyszący poznawaniu pierwszych faktów, początkowym próbom odtwarzania czy zastosowania tego, czego sie właśnie nauczyłeś/aś, rosnąca śmiałość w wykonywaniu opanowanych juz umiejętności, to wszystko bardzo cie pociąga"

Ukierunkowanie (zapewne focus w oryginale) - " Ta potrzeba ukierunkowania ma w sobie sile sprawcza, ponieważ działa niczym filtr - instynktownie oceniasz, czy dane działanie pomoże ci przybliżyć sie do osiągnięcia twojego celu, czy tez nie." oraz "Wszystko to sprawia, ze jesteś niezwykle cennym członkiem zespołu. Kiedy inni zaczynają zbaczać z głównej drogi, ty sprowadzasz ich na nią z powrotem."



Jeszcze refleksja nad sportem. Sporty też lubię kolekcjonować, najbardziej lubię poznać nowy zestaw ruchów, slang danej dyscypliny, ale ponieważ jestem antyklubowy, nie lubię pozostawać w związkach, zrzeszeniach i innych formach organizacji. Wydaje mi się, że nie trafiłem jeszcze na sport, który by był moim talentem, choć jest kilka takich, w których mi dobrze idzie. Zawsze jednak napotykałem w nich na barierę rozwoju, choć teraz uważam, że to wina braku trenera. Do pewnego poziomu można dojść samodzielnie, ale dużo więcej można osiągnąć korzystając z fachowej pomocy.



Następny krok - to oczywiste pytanie. Chciałbym się dowiedzieć jak moje cechy mogłyby się sprawdzić w zupełnie innych rodzajach działań (zwanych zawodem ) niż ten, który obecnie wykonuję. To jest mój dalszy kierunek poszukiwań, o którym będę informował tu, tak więc zapraszam.

piątek, 9 maja 2008

Time boxing - sposób na produktywność

Wczoraj wpadłem na litemind.com na dwie nowe techniki pomocne w zarządzaniu czasem oraz leczące prokrastynację.

Timebudget - wyznaczanie sobie budżetu czasowego. Działa analogicznie do budżetu domowego - wyznaczasz ile czasu masz zamiar poświęcić danemu zagadnieniu. Autor podkreśla, że celem takiego podejścia jest wplatanie najwyższego pułapu naszego życia (cele nadrzędne, długoterminowe) w codziennym wyznaczaniem priorytetów. Tak, żeby nie wybierać między telefonem do babci, a pójściem pobiegać. Chodzi o to żeby w horyzoncie planowanego tygodnia poświęcić sprawiedliwie czas na różne elementy ważne w naszym życiu.

Pomocą służy tu druga technika - timeboxing - czyli wyznaczanie bloków czasu do pracy nad danym tematem, dziedziną lub grupą zadań.

Wyróżnia się dwa podstawowe typy 'pudeł czasu' mające nieco inne zastosowania.

A CzasoPudło o zamkniętym czasie końca - czyli np. robimy zadania przez 60 minut. Można to zastosować do 3 typów zadań:

1. zadanie, które jest b. duże (większy projekt) i przez 60 minut możemy przynajmniej się w nie wgryźć
2. zadanie, które zrobimy w wyznaczonym bloku czasu
3. zbiór małych, niepowiązanych sobą zadań z naszej listy (np. Next Action list dla użytkowników GTD)

B. CzasoPudło o otwartym czasie końca - służy zwalczaniu prokrastynacji. Chodzi o to żeby wyznaczyć tak krótki czas, żeby nas nie zniechęcił do zadania np. 15 minut - a potem wykorzystać to, że się w zadanie wkręcimy i pracować dalej.

Rozwinięciem tej metody jest technika (10+2)*5 służaca wyrobieniu sobie nawyku pracy w blokacz czasu. Zaczynamy od krótkiego czasu np. 10 minut. Przez ten czas robimy coś produktywnego. Potem mamy 2 minuty na małe przyjemności - zjeść coś, wypić, przeczytać itp. I znowu 10 minut i przerwa. Jest podstawa zasada - przerwy są obowiązkowe. Oczywiści chodzi o to, żeby z czasem wyeliminować te częste przerwy i dojść np. do 1 godziny pracy ciągiem nad dowolnym zadaniem.


Jest kilka przydatnych narzędzi komputerowych lub online do użytku jako zliczacz czasu. Można też wykorzystać te w zegarkach lub tzw budzik kuchenny.

Sam zacząłem ot testowania desktopowej aplikacyjki Egg Timer. super proste w użyciu i zawsze pod ręką (na kompie :-)


wtorek, 6 maja 2008

"On Writing Well"

Krótka książka audio, w zasadzie składa się z 3 książeczek.

Pierwsza część traktuje o pisaniu 'nie fikcji', głównie o stylu pisania.

Najważniejsze wnioski:

1. pisać prosto, jasno, jednoznacznie

Co to znaczy prosto?

- używać czasowników aktywnych, czyli nie w formie zrobić, stało się, tylko zrobiłem, coś ktoś komuś zrobił. Tekst staje się żywszy (oops!), powinienem powiedzieć "Takim pisaniem ożywisz tekst".

- używać rzeczowników podstawowych (w angielskim unikać rzeczowników o obcym pochodzeniu z końcówką 'tion'), czyli takich z podstawowego zakresu słownika średnio wykształconej osoby. Ja rozumiem to tak, żeby nie szukać na siłę akronimów, gdy słowo, którego chcemy użyć jest zrozumiałe dla wszystkich. Autor mówi o rdzennych rzeczownikach - takich, które należą do rdzenia pojęciowego języka (np. woda, ogień, światło itd) i dzięki temu wywołują u nas większe emocje niż neologizmy.

2. mniej oznacza lepiej

- skracaj o 50% po napisaniu

3. ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć (więc bloguję)


Druga - nie pamiętam sprawdzę.

Trzecia jest o pisaniu pamiętników (nie dzienników)

Metoda na rozpoczęcie: pisać w jednym wspomnieniu tylko o jednym wydarzeniu zamkniętym w czasie lub miejscu np. wakacje u Babci w górach. Napisać i odłożyć pisanie do następnego dnia. Kolejny opis o czymś zupełnie innym i tak dalej. W końcu zbierze się z tego coś na kształt pamiętnika. Podczas pisania możesz zauważyć wokół jakich tematów najczęściej się poruszasz, który obszar Cię interesuje, możesz z niego stworzyć zamkniętą całość - jeden zbiór.

Wobec tego zacznę też swój pamiętnik na razie prywatnie, jak się rozkręcę zacznę go publikować :-)

Książki które czytam

Rozpoczynam cykl recenzji a raczej notatek z książek które czytam. Najlepiej będzie jeśli będę je miał tu na blogu, niż w luźnych notatkach w moim moleskine lub gdzie indziej.

Jakiś czas temu zacząłem też robić notatki z mapami umysłu ale wpadłem w pułapkę rozpisywania całej książki, co jest żmudne i zniechęca. lepiej będzie jeśli będę robił chociaż krótkie notatki o najważniejszych aspektach każdej pozycji, ewentualnie dorabiał do tego mapkę, której jednak nie w stanie robić w metrze lub idąc kiedy słucham książki. oczywiście można notować dzień po jak przeczytałem na www.litemind.com, także będę tak robił w postaci wpisów na blogu.


środa, 23 kwietnia 2008

Depozyty emocji

Czy zastanawiałeś się kiedyś nad tym jak Twoje codzienne działania mają wpływ na relacje w bliskimi?

Chodzi mi o gesty małe i duże. Słowa, czyny, uśmiechy. Są wśród nich gesty w odbiorze negatywne i pozytywne. Jeśli chcesz budować swoje relacje, gestów pozytywnych musi być więcej.

Jest na ten temat ciekawa analogia z bankowości. Wpłaty i wypłaty z depozytu emocjonalnego. Wieloma drobnymi gestami na co dzień możemy sukcesywnie zwiększać stan naszego konta. Jeśli od czasu do czasu zdarzy się nam wypłata(zrobimy coś przykrego ) to musimy uważać żeby nie Overdraft-ować konta, czyli wyczerpywać środków.
Na początku znajomości nasz stan konta u danej osoby może być niski ale większość osób daje nam jakiś kredyt na start. U niektórych osób mamy całkiem spory kredyt , dostępny praktycznie cały czas np. u mamy .

Warto się zastanowić jaki jest nasz bilans i jeśli czasem wchodzimy u kogoś ‘w debet’ to czy nie za często i czy czasem nie pracujemy nad utratą zdolności kredytowej.

Najważniejsze są jednak wpłaty, gdyż to one procentują tak w życiu jak i w banku.
Także czyńmy wpłaty do banków emocji wokół nas. Najczęściej nie trzeba robić nic wielkiego ani skomplikowanego. Ważniejsze są drobne miłe gesty, częściej, niż coś dużego do ‘wielkiego dzwonu’.

wtorek, 22 kwietnia 2008

Mniej czasu to więcej czasu...

Czy kiedyś zastanawiałeś się nad tym ile czasu mógłbyś zyskać gdybyś go miał mniej?

Tak, mniej, a nie więcej. Podobno jednym z silniejszych motywatorów do większej wydajności w pracy jest konieczność wcześniejszego z niej wyjścia.

A co jeśli zastosować tę technikę jako metoda na zwiększenie wydajności w pracy?

Wyobraź sobie, że musisz wyjść wcześniej - a masz kilka rzeczy do zrobienia - od razu się za nie zabierasz, gdyż nie masz 'otwartej furtki' - w postaci 'skończę jak zrobię wszystko'.

Jeśli zdarzyło Ci się czekać ze zrobieniem czegoś do ostatniej chwili, a potem robić to w bardzo intensywnie, bez przerw aż do wykonania (np. raport do pracy, czy na studia), to wiesz o czym mówię.

Ten rodzaj silnej motywacji można zastosować w pozytywny sposób.

Dlaczego człowiek tak działa? Jeśli masz określony cel łatwiej się pracuje zmierzając w jego stronę. Tym celem może być wcześniejsze wyjście z pracy, ale nie tylko - każdą czynność można ograniczyć czasowo np.wizyta u znajomych, porządki, etc.

Jeśli mamy taki cel to nasz umysł intuicyjnie szuka lepszych (czytaj szybszych) rozwiązań, skupia się na najbardziej istotnych rzeczach do zrobienia.

Spróbuj, zobaczysz czy może Tobie też pomoże...

poniedziałek, 14 kwietnia 2008

Cotygodniowe planowanie

Już od ponad roku staram się co niedziela planować nadchodzący tydzień, rewidować cele i kreślić plany na najbliższy czas. Od kiedy zaczęła się moja przygoda z rozwojem osobistym, przechodziłem różne etapy związane z planowaniem.

Zacząłem od systemu Anthoniego Robbinsa, który nazywa się RPM (Rapid Planning Method) - mimo że ćwiczyłem go pół roku, okazał się zbyt żmudny, przynajmniej na tym etapie na jakim jestem obecnie (w sensie zajętości, ilości projektów i zadań w życiu). Nadal jednak korzystam z elementów tego systemu. Ostatnio ćwiczę inny system Getting Things Done (GTD) Stevena Allena. Ten system koncentruje się na ogarnianiu codzienności, raczej niż na długoterminowym planowaniu.

Obecnie staram się połączyć zalety obu metod. Niedawno stwierdziłem, że czasami trzeba zacząć od ogółu (misja, plany długoterminowe), żeby ponownie złapać 'fokus' - wiedzieć nad czym się skupić z rzeczy codziennych - szczególnie kiedy jest ich dużo, a wszystkich nie ma sensu wykonywać, bo nie o to w życiu chodzi.

Do planowania co tydzień dołączyłem także przegląd miesięczny - ten staram się robić też wspólnie z żoną - poruszamy oprócz planowania też że to, co się dzieje między nami. Pomysł zaczerpnięty z koncepcji Dialogu Rodzinnego (Ruch światło Życie).
Na koniec roku między Świętami Bożego Narodzenia a Nowym Rokiem robię sobie przegląd roku.

Największym wyzwaniem teraz jest dla mnie ustalenie dobrej pory na cotygodniowe planowanie.
w niedzielę wieczorem niestety jestem zbyt zmęczony i często nie wychodzi to tak jak bym chciał. Teraz staram się albo rozbijać planowanie na 2 sesje albo robić to powiedzmy w niedzielę przed południem. Ważne jest żeby mieć czas na przemyślenia ogólno-życiowe, długoterminowe - wówczas przydaje się samotność. W ostatni weekend bardzo sprawdził mi się spacer po cichej części parku. Jak już się zastanowiłem nad priorytetami, nad celami, łatwiej mi było w domu przejść przez listę rzeczy 'do zrobienia'.

Będę tu opisywał dalsze sukcesy i mniejsze sukcesy (zwane czasem porażkami ;-) w planowaniu oraz jakie z tego płyną korzyści...

Czas na piknik

...jak mawiał ktoś z ulicy Sezamkowej. Moim 'piknikiem' będzie comiesięczne 30 dniowe wyzwanie. W zasadzie zestaw wyzwań w 'koszyku piknikowym'.

Od dłuzszego czasu staram się zmieniać różne swoje zachowania - pisałem wcześniej o koncepcji Life trackingu. Parę dni temu trafiłem na pomysł, żeby wyzwania te śledzić przez określoną ilość czasu - tak żeby mieć cel - żeby weszły w nawyk.

Publiczne zobowiązanie podobno pomaga znacznie - jak to ktoś napisał - nawet jeśli jedyną osobą czytającą Twojego bloga jest Twoja Mama ;-).

Zatem umieszczam dziś publicznie moje zobowiązania na najbliższe 30 dni, podzielone na 5 kategorii (uprościłęm parę dni temu moje cotygodniowe planowanie do pięciu kategorii):


Za 30 dni chcę móc powiedzieć ze:

1. dusza


raz w tygodniu czytam Biblię.

modlę się 2 razy - rano i wieczorem (dziękczynienie i prośby).

codziennie okazuje miłość żonie drobnymi gestami .


2. umysł

pisze posty na moim blogu 4 x tyg.

pracuję nad celami 5 x tygodniu

3. ciało

piję zioła 4 x tyg

jem sałatkę 6 x tyg

4. najblizsze otoczenie (dom, rodzina, przyjaciele)



dzwonię do rodziców 1 w tygodniu

sprzątam po śniadaniu

5. świat (praca, społeczność, dobro ogólne)

w pracy - ćwiczę działanie w blokach czasu .

systematycznie pracuje nad 2 projektami dla parafii - świat wolny od narzekania oraz projekcje multimedialne



To tyle, będę tu co tydzien zaglądać i pisać o postępach (kolejne postanowienie :-)

czwartek, 10 kwietnia 2008

Krąg oddziaływania

Jakiś czas temu trafiłem na koncepcję 'kręgu oddziaływania' (ang. circle of influence). Koncepcja ta mówi o tym, że każdego otacza granica jego możliwości. Jeśli coś nowego się pojawi wewnątrz tego kręgu, z łatwością to przyswajamy (np. realizujemy jakieś zadanie, które jest w granicach naszych możliwości. Jeśli coś pojawia się daleko poza granicami, zazwyczaj nie jesteśmy nic w stanie zrobić. Natomiast pojawienie się czegoś tuż za granicą daje nam szansę sięgnięcia po to, co w efekcie powoduje, że nasz krąg rośnie (poniżej na czerwono).

Jeszcze dwie inne koncepcje mi się z tym skojarzyły. Pierwsza (zainspirowana ksiazeczką Sitha Godina pt. The Dip) dotyczy wzrostu przez 'cierpienie' - kiedy zaznajemy bólu w wyniku jakichś działań (np. na siłowni, bądź cierpimy psychicznie z powodu trudnego zadania matematycznego :-) i wytrzymamy do końca - wówczas nasze mięśnie (mózgu) mają szansę urosnąć. Druga zaczerpnięta z ksiązki The Magic of Thinking Big, Dawida Schwartza, dotyczy realizacji pomysłów trudnych - podobno znacznie łatwiej jest kupić dom za milion dolarów niż taki za 10tys. Moim zdaniem wynika to właśnie z kręgu wpływu - jeśli kupiliśmy już ten dom za milion oznacza to że wcześniej powiększyliśmy swój krąg na tyle żeby móc nasze zamierzenie zrealizować. Ale bez idei domu droższego wogóle byśmy nie zaczęli.


Warto więc się zastanawiać nad sytuacjami w życiu, kiedy czegoś nie robimy, lub rezygnujemy przed końcem, czy właśnie nie pozbawiliśmy się szansy rozwoju...

środa, 9 kwietnia 2008

Life tracking - czyli metoda na wprowadzanie nowych nawyków

Jakiś czas temu wpadłem na ślad działalności Benjamina Franklina. O nim samym w skrócie tyle, że dzielimy (o ile mogę użyć czasu teraźniejszego) wspólne zainteresowanie. Otóż Ben postanowił kiedyś ulepszyć siebie. Podszedł do tego metodycznie - spisał kilkanaście cech (cnót - virtues) które chciałby posiąść. Następnie na karteczce śledził codzienne postępy w ich wprowadzaniu.

Zainspirowany tym pomysłem sam zacząłem notować postępy we wprowadzaniu zmian w swoim życiu.

Potem odkryłem, że ten system wg niektórych nazywa się 'consistency' check. Czyli sprawdzanie spójności. Mi bardziej chodzi o utrwalanie zmian.


Jeszcze w liceum zastanawiałem się czy zmiany można wprowadzać na stałe i jak to robić. Wówczas parę rzeczy mi się nie udało i stwierdziłem, że widocznie już tak musi być. Na szczęście od tego czasu powstał Internet i wiedza stała się powszechnie dostępna.

Jednym ze sposobów pomocnych w utrwalaniu zmian, jest codzienne sprawdzanie i notowanie swoich postępów.

Załączam moją aktulną wersję 'listy przy lustrze'. Zawiera plan poranka i wieczoru (które już przestałem śledzić, po prostu traktuję to jako listę codziennej rutyny, którą trzeba zrobic i juz - inspiracja z zenhabits.net) oraz śledzenie aktualnych najważniejszych nawyków, które chcę wprowadzić.





























Nawet zrobiłem wersję z przesuwanym paskeim który się przewija w wycięciu między dwoma pionowymi liniami obok 'wyzwania' (gdyż mało mam miejsca między szafką a lustrem :-). Ponizej:









W kwadracikach zaznaczam jeśli zrobiłem danego dnia moje 'wyzwanie'.




Mam tez wersję w googlespreadsheet gdzie śledzę inne 'nawyki', choć wydaje mi się czasami ze to juz przekomplikowanie. Ostatnio zaczynam rózne rzeczy w zyciu upraszczac...

Zaczynam...

Dzień Dobry,


W końcu czara myśli się przelała i postanowiłem zacząć pisać publicznie.

tyle się w życiu dzieje ciekawego, tyle ważnych rzeczy i kocioł w głowie, że czas przelać to na papier (elektroniczny) aby zaznać trochę spokoju :-)

Blog będzie o codziennych zmaganiach z samym sobą, zmianie nawyków, nowych przyzwyczajeń, ulepszania siebie i relacji z innymi.

Zapraszam,
Seezam