zapraszam na mój nowy blog stopodrozy.blogspot.com.
będę tu pisał o swoich podróżach starych i nowych, dalekich i dalszych.
zapraszam
piątek, 13 czerwca 2008
Po wysłuchaniu Piotra Majewskiego nagrania z pociągu
Luźne przemyślenia inspirowane stroną obrzydliwiebogaty.pl
Wiele osób mówi o tym samym. O automatyzacji, o dostarczaniu elektronicznego kontentu, o dawaniu kontentu za darmo.
Wspomniał też o ciekawej rzeczy ludzie wydaja pieniądze na materiały, książki i nawet szkolenia i dalej nic nie robią. Dopiero jak wydadzą pieniądze na doradztwo to coś zaczynają robić.
Może właśnie przyszedł czas na coaching?
Majewski proponuje rozpoczać od szkoleń. Podkreśla, że budowanie serwisu popularnego jest bardziej czaso lub kapitałochłonne niż skierowanie go do wąskiego grona osób, którym można ofertować szkolenia, materiały, etc.
Zauważyłem, że sporo różnych 'guru' w swojej dziedzinie opiera swój przekaz na zasadzie: oferuję wiedzę, jak dojść do tego do czego ja doszedłem, ale drogą na skróty. Mówią o tym, że gdyby mieli tę wiedzę na początku teraz byliby bogaci. Nie zgodzę się z tym, bardziej jestem za opinią, że najlepsze lekcje są te, których się uczysz na sobie. Nie mieliby tej wiedzy, gdyby nie błędy które popełnili. Zastanawia mnie w związku z tym wartość tych przekazów. Z jednej strony mają w sobie element ostrzegawczy, można skorzystać z rad i wskazówek, z drugiej strony mogą być też inspiracją do działania. Wielu też mówi, że gdyby wiedziało przez co musi przejść, nigdy by nie zaczęło. Myślę, że można dziękować Bogu, że nie wiemy co nasz czeka, inaczej świat byłby nudny...
Wiele osób mówi o tym samym. O automatyzacji, o dostarczaniu elektronicznego kontentu, o dawaniu kontentu za darmo.
Wspomniał też o ciekawej rzeczy ludzie wydaja pieniądze na materiały, książki i nawet szkolenia i dalej nic nie robią. Dopiero jak wydadzą pieniądze na doradztwo to coś zaczynają robić.
Może właśnie przyszedł czas na coaching?
Majewski proponuje rozpoczać od szkoleń. Podkreśla, że budowanie serwisu popularnego jest bardziej czaso lub kapitałochłonne niż skierowanie go do wąskiego grona osób, którym można ofertować szkolenia, materiały, etc.
Zauważyłem, że sporo różnych 'guru' w swojej dziedzinie opiera swój przekaz na zasadzie: oferuję wiedzę, jak dojść do tego do czego ja doszedłem, ale drogą na skróty. Mówią o tym, że gdyby mieli tę wiedzę na początku teraz byliby bogaci. Nie zgodzę się z tym, bardziej jestem za opinią, że najlepsze lekcje są te, których się uczysz na sobie. Nie mieliby tej wiedzy, gdyby nie błędy które popełnili. Zastanawia mnie w związku z tym wartość tych przekazów. Z jednej strony mają w sobie element ostrzegawczy, można skorzystać z rad i wskazówek, z drugiej strony mogą być też inspiracją do działania. Wielu też mówi, że gdyby wiedziało przez co musi przejść, nigdy by nie zaczęło. Myślę, że można dziękować Bogu, że nie wiemy co nasz czeka, inaczej świat byłby nudny...
piątek, 6 czerwca 2008
Go discover your strengths
Słucham właśnie kolejną książkę z serii 'strengths', Marcusa Buckinghama. Poprzednia (Now, Discover your strenghts) pozostawiła mnie w stanie niedosytu. Odkryłem swoje dominujące motywy, ale nie dowiedziałem się co dalej zrobić, żeby je przekuć na silne cechy. Książka ‘Go..’ właśnie w tym ma pomóc . Jak i poprzednio, dostajemy kod do narzędzi online i materiałów pomocniczych; jest tego więcej niż do ‘Now,…’.
Książka uświadomiła mi kilka podziałów silnych cech: są takie, które są zgodne z tym co robimy, są takie z którymi nic nie robimy oraz (dla mnie nowość) takie, które robimy ale ich nie lubimy. Autor podał przykład chłopaka, którego talent pływacki odkryto we wczesnej młodości. Chłopak go następnie przez kilkanaście lat rozwijał, zdobywał medale, ale cały czas tego nie lubił, dostawał silne migreny przed treningami, aż do dnia kiedy postanowił rzucić tę ścieżkę i zajął się tym co go pasjonowało ‘bezboleśnie’ , czyli muzyką. Został producentem muzycznym, hobbistycznie grającym na różnych instrumentach. Migreny ustąpiły…
Marcus mówi o tym, że najlepszym obserwatorem naszych silnych cech jesteśmy my sami. Mówi o tym, że wtedy działamy wg naszej silnej cechy, kiedy tracimy poczucie czasu, wydaje nam się że czynność wykonujemy bez wysiłku, kiedy zapominamy o ‘Bożym Świecie’. Jest to opis, który dość dobrze pasuje do koncepcji stanów przepływu (ang. flow), o których czytałem w książce ‘Good Business’, Michalya Csikszentmichalya.
Właśnie dziś mam zamiar wykonać ćwiczenie, które polega na obserwacji własnych zachowań w ciągu tygodnia. O wnioskach napiszę w następnych poście.
Książka uświadomiła mi kilka podziałów silnych cech: są takie, które są zgodne z tym co robimy, są takie z którymi nic nie robimy oraz (dla mnie nowość) takie, które robimy ale ich nie lubimy. Autor podał przykład chłopaka, którego talent pływacki odkryto we wczesnej młodości. Chłopak go następnie przez kilkanaście lat rozwijał, zdobywał medale, ale cały czas tego nie lubił, dostawał silne migreny przed treningami, aż do dnia kiedy postanowił rzucić tę ścieżkę i zajął się tym co go pasjonowało ‘bezboleśnie’ , czyli muzyką. Został producentem muzycznym, hobbistycznie grającym na różnych instrumentach. Migreny ustąpiły…
Marcus mówi o tym, że najlepszym obserwatorem naszych silnych cech jesteśmy my sami. Mówi o tym, że wtedy działamy wg naszej silnej cechy, kiedy tracimy poczucie czasu, wydaje nam się że czynność wykonujemy bez wysiłku, kiedy zapominamy o ‘Bożym Świecie’. Jest to opis, który dość dobrze pasuje do koncepcji stanów przepływu (ang. flow), o których czytałem w książce ‘Good Business’, Michalya Csikszentmichalya.
Właśnie dziś mam zamiar wykonać ćwiczenie, które polega na obserwacji własnych zachowań w ciągu tygodnia. O wnioskach napiszę w następnych poście.
środa, 4 czerwca 2008
Krzywa uczenia się
Krzywa nauki czyli 4 fazy uczenia się.
Bardzo lubię koncepcję 4 faz uczenie się, o której dowiedziałem się kilku źródeł niezależnie. Najprostszą analogia jest jazda samochodem.
Na początku nie wiemy, że to takie trudne. Ten etap nazywa się nieświadomą niekompetencją (obszar oznaczony '1' na rysunku). Później odkrywamy stopień komplikacji i to jest etap świadomej niekompetencji (2). Wiemy już jak dużo nie wiemy. Krzywa idzie w dół. Często w tym momencie przychodzi frustracja z powodu braku umiejętności, niepowodzeń, itd.
To jest cenny moment, gdy go przetrwany odbijemy się od dna i krzywa zacznie rosnąć. Wiele osób rezygnuje w tym miejscu. Ten moment nazywa się też dołkiem (the dip) w książce Godina. Przejście na 'drugi brzeg' wymaga wysiłku, ale jeśli wytrwamy, wkrótce zaczniemy odczuwać pozytywne skutki. Zacznie nam 'wychodzić' dana czynność czy przedsięwzięcie. Nie weszło nam jeszcze w krew, musimy wciąż pamiętać o wciskaniu sprzęgła przed zmianą biegów, ale przynajmniej już pamiętamy, żeby nie siać strachu na skrzyżowaniu wykonując gwałtowny skręt w lewo bez kierunkowskazu. Jest to etap świadomej kompetencji (3).

Kolejny przełom następuje kiedy czynności wykonujemy odruchowo, bez zastanowienia. Trwające jakiś czas warunkowanie, poskutkowało utrwaleniem wzorca zachowania. Możemy rozmawia prowadzić rozmowę i prowadzić samochód jednocześnie. To jest nieświadoma kompetencja (4). Czynności, które wykonujemy nieświadomie jest całe mnóstwo, większości nie jesteśmy świadomi. Chodzić też się kiedyś nauczyliśmy, a nie zastanawiamy się na tym jak postawić następny krok.
Najważniejsza rzecz jaką sobie uświadomiłem dzięki tej koncepcji to jest to, że jeśli ucząc się czegoś nowego przeżywam kryzys, jest to dobry znak, trzeba zacisnąć zęby i iść dalej, gdzie czeka nagroda.
Bardzo lubię koncepcję 4 faz uczenie się, o której dowiedziałem się kilku źródeł niezależnie. Najprostszą analogia jest jazda samochodem.
Na początku nie wiemy, że to takie trudne. Ten etap nazywa się nieświadomą niekompetencją (obszar oznaczony '1' na rysunku). Później odkrywamy stopień komplikacji i to jest etap świadomej niekompetencji (2). Wiemy już jak dużo nie wiemy. Krzywa idzie w dół. Często w tym momencie przychodzi frustracja z powodu braku umiejętności, niepowodzeń, itd.
To jest cenny moment, gdy go przetrwany odbijemy się od dna i krzywa zacznie rosnąć. Wiele osób rezygnuje w tym miejscu. Ten moment nazywa się też dołkiem (the dip) w książce Godina. Przejście na 'drugi brzeg' wymaga wysiłku, ale jeśli wytrwamy, wkrótce zaczniemy odczuwać pozytywne skutki. Zacznie nam 'wychodzić' dana czynność czy przedsięwzięcie. Nie weszło nam jeszcze w krew, musimy wciąż pamiętać o wciskaniu sprzęgła przed zmianą biegów, ale przynajmniej już pamiętamy, żeby nie siać strachu na skrzyżowaniu wykonując gwałtowny skręt w lewo bez kierunkowskazu. Jest to etap świadomej kompetencji (3).

Kolejny przełom następuje kiedy czynności wykonujemy odruchowo, bez zastanowienia. Trwające jakiś czas warunkowanie, poskutkowało utrwaleniem wzorca zachowania. Możemy rozmawia prowadzić rozmowę i prowadzić samochód jednocześnie. To jest nieświadoma kompetencja (4). Czynności, które wykonujemy nieświadomie jest całe mnóstwo, większości nie jesteśmy świadomi. Chodzić też się kiedyś nauczyliśmy, a nie zastanawiamy się na tym jak postawić następny krok.
Najważniejsza rzecz jaką sobie uświadomiłem dzięki tej koncepcji to jest to, że jeśli ucząc się czegoś nowego przeżywam kryzys, jest to dobry znak, trzeba zacisnąć zęby i iść dalej, gdzie czeka nagroda.
Subskrybuj:
Posty (Atom)